Express-owa szukalnia

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą usa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą usa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 maja 2015

Zaskakujące i odkrywcze VI - Haim



Szósty odcinek serialu pt. "Zaskakujące i odkrywcze" nosi tytuł: Haim.

Na zespół Haim trafiłam w bardzo pokrętny sposób. Pewnej pięknej niedzieli oglądałam w telewizji powtórkę koncertu z Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie i na scenie grały trzy dziewczyny. Muzyka żydowska, ale przerobiona na styl lekko klubowy, elektroniczny i trochę dance, ale osadzona w folkowym brzmieniu. Spodobały mi się bardzo te dźwięki i zaczęłam szperać i szukać w necie czegokolwiek o tajemniczym zespole z festiwalu. Natrafiłam na informacje, że jest to zespół A-Wa tworzony przez trzy siostry Tair, Liron i Tagel Haim.

http://www.a-wamusic.com/ - oficjalna strona zespołu.

Krótka notka o dziewczynach: "A-WA to zespół stworzony przez trzy siostry o absolutnie magicznych i elektryzujących głosach: Tair, Liron i Tagel Haim. Są jednym z najgorętszych i najoryginalniejszych zjawisk na izraelskiej scenie muzycznej. Siostry i ich zespół łączą tradycyjne jemenickie brzmienie i klimat pustyni z elektroniką i transowymi, współczesnymi dźwiękami. Repertuar A-WA to piosenki w arabsko-jemenickim dialekcie, po raz pierwszy nagrane w latach 60. przez Shlomo Moga’a. Producentem debiutanckiego albumu A-WA, który ukaże się w tym roku, jest Tomer Yosef z Balkan Beat Box." (źródło http://jewishfestival.pl/a-wa--izrael-,876,event-program,pl.html).

Jeśli będą występować na kolejnym festiwalu, to specjalnie dla nich się wybiorę :-)

I oczywiście próbka ich twórczości, którą znalazłam na youtubie, tylko jest jej znacznie, znacznie mniej, większość w wersji koncertowej i przez to jakość jest słabsza. Mimo wszystko posłuchajcie, warto.



Zaczęłam przeszukiwać internet jeszcze bardziej, żeby dowiedzieć się więcej o tajemniczym zespole A-Wa i żeby jeszcze raz posłuchać ich muzyki, szukałam wszelkich informacji na temat sióstr Haim, lecz zaczęły mi wyskakiwać informacje o innych trzech siostrach Haim, tym razem Estee, Alana i Danielle ze słonecznej Kaliformi z USA.

Dziewczyny z Ameryki o tym samym nazwisku są przedstawicielkami soft popu i rock popu. Wykonują przyjemną muzykę popularną, z bardzo melodyjnymi refrenami (np. Don't Save Me), wpadającymi w ucho. Utalentowane (nominowane do nagrody Grammy) nie tylko śpiewają, w dosyć charakterystyczny sposób (krótkie, odrywane, powtarzane dźwięki), ale grają na instrumentach.

Porównywane do zespołu Fleetwood Mac, z którym na uszach dorastałam. POP lat 80-tych i 90-tych to moje muzyczne korzenie, z niego czerpałam za młodu najwięcej i do popu lubię wracać, więc pewnie dlatego tak się muzyką młodych sióstr Haim zauroczyłam i w ogóle prezentowanym przez ich zespół brzmieniem.

Płyta wydana przez Haim pt. "Days are gone" zawiera takie cudne perełki, które uwielbiam jak: wspomniane wyżej Don’t Save Me, Forever, Falling czy If I could change your mind, posłuchajcie polecam.

Zarówno siostry Haim z Izraela jak i siostry Haim ze Stanów często są zapraszane do udziału w koncertach, wypadają na nich bardzo dobrze i ciekawie się ich słucha i ogląda.

Dobry, na wysokim poziomie pop. Nie trzeba tęsknić, za latami 80-tymi czy 90-tymi, Haim jest na posterunku i dba o kontynuację fajnego, popowego grania.

Dzisiaj taki łączony post, ale nie potrafiłam wybrać, więc połączyłam również muzykę i siostry Haim.
Ciekawi mnie, która muzyka i które rodzinne zestawienie jest bliższe Waszym sercom.

Miłego czwartkowego, majowego dnia. U mnie już bez kwitnie i pachnie.

czwartek, 12 marca 2015

Muzyka filmowa - soundtrack VI Magnolia




Szósta odsłona soundtracku na moim blogu to muzyka z filmu Magnolia.

W rolach głównych w filmie Paula Thomasa Andrsona wystąpili Tom Cruise i Julianne Moore a na soundtracku do tego filmu rolę główną zagrała Aimee Mann.

Jej muzyka zainspirowała Jon'a Brion'a, który zajął się złożeniem materiału muzycznego do tego filmy i oparł go głównie na muzyce Mann.

Aimee Mann gra w sposób spokojny, wyciszony, melancholijny i bardzo przystępny dla słuchacza, melodia rytmicznie wpada w ucho. Popowo na pograniczu folku i rocka. Nie jest nudna, ciekawa linia wokalu i męskich chórków, perkusja wyciszona, znajdziemy w niej także solówki gitarowe a i zagra flet poprzeczny.  

Moje szczególnie ulubione to Built that wall, Save me czy Momentum.

Obok Aimee na soundtracku są Harry Nilsson i jego "One" utwór otwierający dzisiejszą playlistę,  Brytyjka Gabrielle i jej wielki hit "Dreams" (któż go nie zna) śpiewającą czarodziejskim soulowym głosem, czy grupa Supertramp (ich utwory z sountracku Magnolia znalazłam tylko w wersji "live", nie lubię wrzucać live'ow, ale wybaczcie nie znalazłam innych wersji), wykonująca utwory z pogranicza pop rock'a i soft rock'a.

Cała muzyczna ekipa zebrana na potrzeby tego filmu sprawia, że składanka ma w sobie dużo otulającego ciepła i jest taka delikatnie pocieszająca, zatrzymuje na chwilę i aż prosi o krótką refleksję, bardzo optymistyczna - przynajmniej dla mnie.

Moje wspomnienia związane z tym filmem i soundtrack'iem to początek znajomości z moim mężem i jego znajomymi, którzy właśnie mi podsunęli tę składankę. Bardzo kojarzy mi się z naszymi pierwszymi spacerami, rozmowami do rana, graniem w brydża, poznawaniem nowych ludzi, przesiadywaniem w parkach, zakochaniem, wspólnym oglądaniem filmów i z wszystkim tym z czym kojarzy się z początek związku dwojga młodych ludzi :-)

Magnolię bardzo lubię, często wracam do tego wydawnictwa i jest to jeden z moich ulubionych albumów związanych z muzyką filmową. Za klimat z całą pewnością odpowiada Aimee Mann, przyjrzyjcie się jej bliżej. Tworząc to zestawienie od początku wiedziałam, że ten film i muzykę również zaprezentuję i oto "dzisiaj nadejszła ta chwiła". 

Poniżej link do krótkiej recenzji tego filmu, przeczytajcie i obejrzyjcie.

http://www.filmweb.pl/reviews/I+cing-2030


Miłego marcowego dnia :-)

wtorek, 3 lutego 2015

Ukochana alternatywa VII - R.E.M.



Ostatni, siódmy dzień ukochanej alternatywy to zespół R.E.M, pochodzący z amerykańskiego południa.
Ich muzyka towarzyszyłam mi przez około 10 lat (1990 - 2000).

Na ostatni dzień zestawienia prezentuję zespół, który jest uważany za prekursora rocka alternatywnego na świecie. Członkowie zespołu inspirowali się, takimi gatunkami muzycznymi jak post-punk, folk, garażowy rock'n'roll.
Choć powstał w 1980 roku, swój największy rozkwit miał na początku lat 90-tych.

Początkowo słuchali go studenci i grały tylko uniwerysteckie rozgłośnie radiowe, zespół zyskał rozpoznawalność głównie w tej grupie słuchaczy i dla nich występował.
Dlatego przyległ do nich przydomek zespołu typowo studenckiego i nawet przypisuje się im stworzenie nowego gatunku muzycznego jakim jest college rock.

Nagle okazało się, że na ich koncerty przychodzi dużo większa liczba ludzi, niż na inne zespoły prezentowane przez ogólnoamerykańskie rozgłośnie. I to na niejaki zespół R.E.M jest popyt, dlatego wkrótce zainteresowali się nimi zarówno producenci jak i większe rozgłośnie.

Początek lat 90-tych i wydanie takich albumów jak: Out of Time i Automatic for the people otworzyło dla zespołu ogólnoświatową drogę muzyczną, karierę i popularność. Z tych wydawnictw pochodzą takie utwory jak "Loosing my religion" oraz "Everybody Hurts". "Drive", "Man on the moon" czy " Shiny Happy People".

Świat ich słucha, radio gra a MTV pokazuje teledyski do tych numerów i tak wpadają na moją drogę.

Nie będę oryginalna, moje najukochańsze to oprócz wyżej wspomnianych: "Bang and Blame", "E-Bow the Letter" i "Let me in".

Michael Stipe, przyjaciel Kurta Cobaina, bardzo przeżył jego śmierć, hołdem dla Kurta jest piosenka "Let me in". Po koncercie Nirvany MTV Unplugged, Kurt chciał odpocząć od grunge'owego brzmienia i planował stworzyć akustyczny projekt właśnie z Michaelem - nie zdążyli.

Michael pomagał również Courtney Love po śmierci męża. Byli bohaterami plotek roku 1994, że są razem, że wezmą ślub, że zastąpiła szybko Kurta Michaelem itp....

Piosenka R.E.M. "Man on the moon" jest częścią soundtrack'u do filmu o tym samym tytule, gdzie Courtney zagrała jedną z głównych ról obok Jim'a Carrey'a (mój ulubiony film, polecam bardzo).

Muzyka R.E.M. poruszająca, łagodna, zaangażowana, wokal Michaela Stipe'a mruczący, jednak zatrzymuje na chwilę. Historyczni, bo za ich sprawą post punk przerodził się w alternatywnego rocka (złagodzili brzmienie punk'a, ale pozostali podobnie żywiołowi), grają brzęczce gitary (Jangle pop) i otula ciepła barwa głosu Michaela - koktajl idealny.



Playlista jest Wasza, miłego dnia z R.E.M.

wtorek, 13 stycznia 2015

Ukochana alternatywa II - Tori Amos



Duga odsłona ukochanej alternatywy to Tori Amos.
Muzyczna miłość nie mniejsza a nawet może większa niż Bjork.

Od początku, odkąd prowadzę tego bloga wiedziałam, że muszę opowiedzieć o Tori Amos, ale kilkakrotnie zabierałam się do tego i nie dawałam rady tego ugryźć. Jak ją opisać, jakie piosenki wybrać z pośród tylu, które są mi bliskie, jaką playlistę stworzyć, z których płyt (artystka Amos jest ciągle bardzo kreatywna i płodna). Po rozpoczęciu zestawienia pt. ukochana alternatywa wiedziałam, że teraz się już nie wywinę i muszę podjąć wyzwanie.

Przez ostatnie dni przesłuchiwałam sobie jej płyty i zastanawiałam się nad składanką.
W playliście zamieściłam moje ukochane piosenki Tori, które robią na mnie największe wrażenie, po kilka z prawie każdego albumu, choć najchętniej wrzuciłabym jej wszystkie płyty w całości.
Mam nadzieję, że dla osób, które nie znają tej artystki, ta playlista tylko ich zachęci do dalszego odkrywania i poszukiwania Tori Amos a słuchaczom, którzy ją znają przypomni stare utwory i odświeży ją w muzycznej pamięci.

Pierwsze moje wspomnienie dotyczące Tori Amos to teledysk i piosenka "Crucify" z 1992 roku grany przez MTV. Pamiętam, że zrobił na mnie ten utwór duże wrażenie, ale byłam w tamtym czasie pochłonięta grunge'm, więc zapamiętałam rudowłosą wokalistkę i sposób grania, ale nie zgłębiałam tematu.

Potem przypominam sobie był konflikt między Kurtem Cobainem i Tori Amos o piosenkę Nirvany pt. "Rape Me". Tori była rzecznikiem organizacji wspierającej osoby wykorzystywane seksualnie i jako osoba zgwałcona w młodości bardzo zagorzale sprzeciwiała się takim praktykom i oskarżała, muzyków Nirvany, że stworzyli utwór pochwalający gwałt i zachęcający innych do tego typu czynów.

Kolejne wspomnienie to już liceum i zakup płyty "Boys for Pele" przez moją koleżankę. Oczywiście pożyczyłam od niej tę płytę i koniec już było pozamiatane. Wiedziałam, że to ta sama artystka co nagrała "Crucify", które podobało mi się kilka lat wcześniej.
Od tamtej pory zaczęła się moja, osobista Amosomania. Byłam wtedy na etapie "po rockowego wyciszenia" i poszukiwania czegoś nowego, innego. Wtedy też zwróciłam się bardziej w stronę alternatywy, jako muzyki, która na tamtym etapie mojego nastoletniego życia bardzo do mnie docierała i mnie poruszała.

Dziewczyna z fortepianem do mnie bardzo przemawiała i nadal to robi. Tori Amos tworzy taką muzykę, która porusza duszę i dociera do zmysłów. Trudno obok takiej artystki przejść obojętnie.
Bardzo mocna w wyrazie, śpiewa, grając jednocześnie na fortepianie, który obok wokalu jest na pierwszym planie i narzuca klimat każdej piosence - dynamikę lub spokój i wyciszenie, łagodność lub drapieżność. Utwory złożone, charakteryzują się zmianami tempa, z partii ostrych przechodzi w szepty a pozostałe instrumenty podążają za wokalem i fortepianem. Teksty zaangażowane z przesłaniem, bardzo metaforyczne, ze skomplikowanymi środkami stylistycznymi.
Każda płyta, album jest spójny, klimatyczny. Śpiewa w sposób bardzo osobisty, jakby śpiewała tylko dla Ciebie.

Nie potrafię wybrać jednego najlepszego albumu, podobają mi się wszystkie, słucham je w zależności od dnia i nastroju. Mam ochotę na podróż wybieram Scarlet's Walk, ostatnio słuchałam Under the Pink dzisiaj chyba mam ochotę na Boys for Pele. Tori Amos to artystka tak różnorodna, że każdy w niej odnajdzie coś dla siebie.
Sama Tori przyznaje, że inspiracją dla niej jest sama Kate Bush (już gościła na tym blogu - w zestawieniu pt. powrót do korzeni) druga artystka, którą uwielbiam.

Najdłuższa playlista, same moje wrażliwe dźwięki, mam nadzieję, że Wasze również. Zapraszam do słuchania bogini Amos.






środa, 10 grudnia 2014

Amerykańskie uderzenie - Mix



Na ostatni dzień rockowego, amerykańskiego brzmienia prezentuję mieszankę rockowych zespołów, których słuchałam (może nie w tak dużym stopniu jak 6-tkę prezentowaną wcześniej), i które również mi się podobały w swoim brzmieniu a niektóre utwory były dla mnie bardzo ważne.

Na początek Faith No More, w playliście znane utwory, ale bardzo przeze mnie lubiane, choć polecam tak naprawdę całe albumy Angel Dust, The Real Thing czy King for a Day... Fool for a Lifetime. Otrzymałam je kiedyś od mojego kumpla Piotrka, zaskoczyło mnie bardzo pozytywie brzmienie tego zespołu i Faith no More grał długo w moich odtwarzaczach kaset. Jeśli macie czas, zachęcam do przesłuchania i odświeżenia sobie tych albumów.

Drugi i trzeci dzisiejszy, muzyczny bohater to Pearl Jam i Soundgarden. Znowu tchnienie spod znaku grunge. Te dwa zespoły obok Nirvany to czołówka światowego brzmienia grunge i tzw. "Wielkiej Czwórki" z Seattle, czyli kolebki tego rodzaju muzyki, tam się to wszystko zaczęło. Kultowy już album "Ten" produkcji Pearl Jam, pozycja obowiązkowa dla każdego rockowego słuchacza obok "Nevermind" Nirvany. Grunge i zespoły, grające tę muzę jak wiadomo narobiły niezłego zamieszania w muzyce w latach 90-tych (jak The Beatles kilka dekad wcześniej) i dzięki temu z całą pewnością zostaną zapamiętani po wieki. Muzyka, którą prezentują - sama delicja.

Na koniec muzycznej prezentacji dzisiejszego dnia wariaci z Off Spring. Przeskakujemy do gatunku spod znaku punk rock, skate punk. Ulubiony gatunek subkultury Skaterów, czyli ludzi z deskorolkami. Powstanie różnych, nowych subkultur to również dziedzictwo lat 90-tych.

Siedem prezentacji zespołów rockowych z USA. Lata 90-te, moja młodość, czas buntu, przez który przechodziłam właśnie z nimi na uszach. Może dlatego, że w tamtym czasie dużo słuchałam rockowych dźwięków to dojrzewanie przebiegło mniej dramatycznie i buntowniczo. Na pewno ta muzyka ukształtowała mój kręgosłup muzyczny i to, w jakim kierunku ewoluowała moja dalsza droga muzyczna.

Dzięki tym siedmiu sentymentalnym zestawieniom wróciłam do czasów młodzieżowych, nastoletnich, mam nadzieję, że czytelnicy również. Wróciło wiele wspomnień nie tylko muzycznych, ale osobistych. Wspomnienie ludzi, których wtedy spotkałam na swojej drodze (a miałam szczęście do dobrych przyjaciół, z dobrym smakiem i zmysłem muzycznym), wspomnienie pożyczania kaset z muzyką, szukania nowych ścieżek muzycznych.
Z wieloma z nich się już nie widuję, nasze drogi się rozeszły, ale dzięki wspomnieniom muzycznym wrócili do mnie jak bumerang. Muzyka jednak jest MAGIĄ.

Mój ulubiony cykl Amerykańskie uderzenie, zapraszam do słuchania.

10 grudnia - Międzynarodowy Dzień Praw Człowieka





poniedziałek, 8 grudnia 2014

Amerykańskie uderzenie - Guns N' Roses



Kolejna odsłona Amerykańskiego, rockowego uderzenia to zespół Guns N' Roses.
Czysty rock w najlepszym wykonaniu, długie włosy, mocna gitara.
Zespół, którego nie można pominąć wspominając zespoły czy muzyków, którzy namieszali w latach 90-tych.

Na czele grupy stoi Axl Rose, lider i wokalista, jednak niemniejszą popularność zyskał gitarzysta zespołu Slash, którego solówki i gitara prowadząca jest obok wolaku jest królową, prawie każdej piosenki.

W playliście nie mogło zabraknąć piosenki, ballady "November Rain", któa nawet po 20 latach sprawia, że ciary ma się na rękach. Chyba najlepsza ballada rockowa na świecie z równie świetnym teledyskiem. Trwa 9 minut, ale jest tak stworzona, że można jej słuchać i słuchać i wcale się nie wlecze, pewnie dzięki solówkom, przejściom, zmianie tempa i tym, że jest po prostu mistrzowsko napisana. Podobnie jak inny utwór  "Don't cry".
Cover Boba Dylana "Knocking on heavens door" dostaje nowego życia pięknie zagrany i zaśpiewany przez Guns N'Roses. Żeńskie chórki tylko dopełniają całości.

Głos Axl'a skrzeczący, nosowy, drapieżny, ale nieźle się wcina w muzykę grupy, na pewno jest rozpoznawalny. Jako jedyny ze starego składu grupy nadal koncertuje i gra z Guns N'Roses.

Lata 90-te to podział wśród słuchaczy zwolenników rock'a w stylu Guns N'Roses a grungem z Nirvaną na czele.
Kiedyś czytałam, że przed jakimś koncertem w Stanach na festiwalu, gdzie grali m.in.: Hole, Nirvana i Guns N'Roses, Coutney Love kłóciła się z Axl'em na temat tego co jest lepsze rock czy grunge i ten drugi nie wytrzymał i przyłożył jej w twarz, w obronie Courtney stanął Kurt Cobain i zaczęła się ostra bitwa między dwoma panami. W końcu ich rozdzielili, ale to wydarzenie podzieliło również fanów.

Jednak minęło dużo czasu i pewnie ja i nie tylko ja -  jako wieelka fanka Nirvany,  również doceniam dorobek, styl Gunsów.

8 grudnia - Dzień kupca



Wydawać tylko z głową, dużo kasy Wam życzę nie tylko dzisiaj.