Subiektywny pamiętnik muzyczny, express yourself został przeniesiony na makelifefriendlier.blogspot.com. Zapraszam.
Express-owa szukalnia
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą indie rock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą indie rock. Pokaż wszystkie posty
środa, 3 czerwca 2015
Zaskakujące i odkrywcze VII - Florence + The Machine
Ostatni odcinek z cyklu Zaskakujące i odkrywcze jest poświęcony brytyjskiej wokalistce Florence Welch i jej Maszynie czyli zespołowi, który przygrywa do jej wokalu.
W przypadku Florence podobnie jak w przypadku Meli Koteluk, gdzieś coś się słyszało, że powstał taki zespół i gra alternatywę, porównywany do Tori Amos, ale nie chciało się za bardzo posłuchać i wpaść w temat.
Chyba w głębi duszy nie dopuszczałam do siebie myśli, że ktoś może tworzyć taką dobrą muzykę jak moje ukochane ikony: Tori Amos, Bjork czy Kate Bush i stwierdzałam: "pewnie i tak nikt ich nie przebije, lepszych już nie będzie".
Pomimo wzrastającej rzeszy fanów i coraz większemu uznaniu krytyków dla nowych wykonawców alternatywnych, m.in. dla Florence, ja pozostałam obojętna na ich dźwięki i nowe doznania muzyczne i dopiero rok 2015 okazał się być odkrywczy dla mnie pod tym względem.
Nauczyłam się jednego, że nie warto mieć klap na oczach i zamykać się na tylko jednego wokalistę czy wokalistę i poruszać się tylko w ich przestrzeni, ale należy poszukiwać, bo można natrafić na takie diamenciki jak Florence, Mela, Natalia, Agnes Obel, Maria, Mama Kin czy Haim, które na nowo poruszą i odkurzą muzyczne kąty w głowie (same kobiety, gdzie podziali się zaskakujący mężczyźni???).
W 2007 roku w Wielkiej Brytanii powstaje grupa Florence and the Machine z rudowłosą Florence Welch na czele. Przedstawiciele rocka alternatywnego, art. popu, indie popu, (czyli gatunków, które bardzo lubię).
Wczoraj czyli 2 czerwca ukazał się trzeci album studyjny tej grupy pt. "How big, How Blue, How Beautiful". Kilka tygodni temu natrafiam na artykuł o tym zespole i o samej Florence i postanowiłam się trochę im przyjrzeć, zaczynam poszukiwania i natrafiam na piosenkę "Spectrum" z drugiego wydawnictwa zespołu pt. "Ceremonials" - ok, połykam haczyk. Przesłuchuję "What the Water gave me" - zaczyna się zauroczenie. Następnie "Only if for a night" - zaczynam się zakochiwać, żeby na "Never let me go" po prostu odlecieć.
Przesłuchuję całą "Ceremonials" i urzeka mnie klimat tej płyty. Wysoki, delikatny wokal Florence z lekkim vibrato w głosie. Delikatne ballady oraz żwawe numery.
Sięgam do utworów z pierwszej płyty "Lungs" oraz do pierwszych singli (Ship to wreck, What kind of man) wydanych jako zapowiedź trzeciego albumu "How big, How Blue, How Beautiful". I pochłania mnie świat Florence i Maszyny, zgranej maszyny, która cudnie przygrywa żywiołowej i charyzmatycznej wokalistce, która jest liderką i twarzą całej marki.
Czuję świeże tchnienie i już teraz rozumiem dlaczego fani nazywają Florence swoją boginią, moją również zaczyna być.
wtorek, 13 stycznia 2015
Ukochana alternatywa II - Tori Amos
Duga odsłona ukochanej alternatywy to Tori Amos.
Muzyczna miłość nie mniejsza a nawet może większa niż Bjork.
Od początku, odkąd prowadzę tego bloga wiedziałam, że muszę opowiedzieć o Tori Amos, ale kilkakrotnie zabierałam się do tego i nie dawałam rady tego ugryźć. Jak ją opisać, jakie piosenki wybrać z pośród tylu, które są mi bliskie, jaką playlistę stworzyć, z których płyt (artystka Amos jest ciągle bardzo kreatywna i płodna). Po rozpoczęciu zestawienia pt. ukochana alternatywa wiedziałam, że teraz się już nie wywinę i muszę podjąć wyzwanie.
Przez ostatnie dni przesłuchiwałam sobie jej płyty i zastanawiałam się nad składanką.
W playliście zamieściłam moje ukochane piosenki Tori, które robią na mnie największe wrażenie, po kilka z prawie każdego albumu, choć najchętniej wrzuciłabym jej wszystkie płyty w całości.
Mam nadzieję, że dla osób, które nie znają tej artystki, ta playlista tylko ich zachęci do dalszego odkrywania i poszukiwania Tori Amos a słuchaczom, którzy ją znają przypomni stare utwory i odświeży ją w muzycznej pamięci.
Pierwsze moje wspomnienie dotyczące Tori Amos to teledysk i piosenka "Crucify" z 1992 roku grany przez MTV. Pamiętam, że zrobił na mnie ten utwór duże wrażenie, ale byłam w tamtym czasie pochłonięta grunge'm, więc zapamiętałam rudowłosą wokalistkę i sposób grania, ale nie zgłębiałam tematu.
Potem przypominam sobie był konflikt między Kurtem Cobainem i Tori Amos o piosenkę Nirvany pt. "Rape Me". Tori była rzecznikiem organizacji wspierającej osoby wykorzystywane seksualnie i jako osoba zgwałcona w młodości bardzo zagorzale sprzeciwiała się takim praktykom i oskarżała, muzyków Nirvany, że stworzyli utwór pochwalający gwałt i zachęcający innych do tego typu czynów.
Kolejne wspomnienie to już liceum i zakup płyty "Boys for Pele" przez moją koleżankę. Oczywiście pożyczyłam od niej tę płytę i koniec już było pozamiatane. Wiedziałam, że to ta sama artystka co nagrała "Crucify", które podobało mi się kilka lat wcześniej.
Od tamtej pory zaczęła się moja, osobista Amosomania. Byłam wtedy na etapie "po rockowego wyciszenia" i poszukiwania czegoś nowego, innego. Wtedy też zwróciłam się bardziej w stronę alternatywy, jako muzyki, która na tamtym etapie mojego nastoletniego życia bardzo do mnie docierała i mnie poruszała.
Dziewczyna z fortepianem do mnie bardzo przemawiała i nadal to robi. Tori Amos tworzy taką muzykę, która porusza duszę i dociera do zmysłów. Trudno obok takiej artystki przejść obojętnie.
Bardzo mocna w wyrazie, śpiewa, grając jednocześnie na fortepianie, który obok wokalu jest na pierwszym planie i narzuca klimat każdej piosence - dynamikę lub spokój i wyciszenie, łagodność lub drapieżność. Utwory złożone, charakteryzują się zmianami tempa, z partii ostrych przechodzi w szepty a pozostałe instrumenty podążają za wokalem i fortepianem. Teksty zaangażowane z przesłaniem, bardzo metaforyczne, ze skomplikowanymi środkami stylistycznymi.
Każda płyta, album jest spójny, klimatyczny. Śpiewa w sposób bardzo osobisty, jakby śpiewała tylko dla Ciebie.
Nie potrafię wybrać jednego najlepszego albumu, podobają mi się wszystkie, słucham je w zależności od dnia i nastroju. Mam ochotę na podróż wybieram Scarlet's Walk, ostatnio słuchałam Under the Pink dzisiaj chyba mam ochotę na Boys for Pele. Tori Amos to artystka tak różnorodna, że każdy w niej odnajdzie coś dla siebie.
Sama Tori przyznaje, że inspiracją dla niej jest sama Kate Bush (już gościła na tym blogu - w zestawieniu pt. powrót do korzeni) druga artystka, którą uwielbiam.
Najdłuższa playlista, same moje wrażliwe dźwięki, mam nadzieję, że Wasze również. Zapraszam do słuchania bogini Amos.
sobota, 11 października 2014
5. Męskie granie - Anthony
Czas na sporą dawkę gorących papryczek na gorączkę sobotniej nocy.
Jeśli wpominamy czerwone i ostre papryczki, to na myśl się nasuwa wokalista zespołu czyli charyzmatyczny i żywiołowy Anthony Kiedis oraz równie ostry i trochę crazy basista Flea.
Oboje sa tą lokomotywą, która ciagnie cały zespół Red Hot Chili Peppers do przodu, na wysokim biegu. Na scenie od ponad trzydziestu lat i tak samo jak w przypadku Depeszy - duża rzesza fanów, na całym świecie i w rożnym wieku.
Chłopaki prowadzili szalone życie, nie obce im były uzależnienia od narkotyków i prawdziwe rockowe życie gwiazd muzyki. Muzyka, w ktorej czują sie najlepiej to funk rock. Anthony w swoich piosenkach mówi, często rapuje i śpiewa bardzo szybko wypowiadając słowa. Styl jego śpiewania i barwa głosu są bardzo rozpoznawalne. Bas, na którym gra Flea narzuca ich muzyce fajny, żywy funk i żwawe, szarpane, troche punkowe tempo. John Frusciante, gdy grał z RHCP, dodawał emocji do każdgo gitarowego riffu. Razem - szalenie ekscytująca mieszanka muzyczna, dająca niezłego kopa.
Zapraszam do słuchania, w playliśie moje ulubione papryczki.
Tak swoja drogą bardzo lubie rownież kulinarnie zapieczoną paprykę, nadziewaną mięsem mielonym z cebulką, pieczarkami. Do tego ryż i proste, szybkie danie w sam raz na kolację.
Inne propozycje nadzienia do papryczek w fotorelacji.
Polecam i smacznego.
czwartek, 25 września 2014
Trzeci jesienny dzień - Islandia
Islandia - wulkany, gejzery, zimno, Sigur Ros i BJORK. I dzisiaj będzie wlaśnie o NIEJ!!
Bjork - islandzka wokalistka, z którą znam się od bardzo, bardzo dawna (nie osobiście, niestety).
Uwaga krótki wspomnień czar - liceum, druga klasa, dostałam od koleżanki kasetę nieznanej wokalistki, czarnowłosej, chudziutkiej, o twarzy dziecka z lekko skośnymi oczami - to był album "Debut" niejakiej Bjork.
Uczucie sympatii i platonicznej miłości muzycznej wybuchło żarliwie już od pierwszych taktów Human Behaviour, poprzez ukochane Venus as a boy, po Big Time Sensuality na Violently Happy kończąc.
I wpadłam jak śliwka w kompot, zadurzona po uszy w jej muzyce i chcąca tylko więcej i więcej.
Troszkę później.
Wracałam z liceum na weekend do domu, już miałam zakupione kolejne kasety, oprócz Debut, Post i Homogenic, co jedna to lepsza. Wtedy to zrodził się w mojej glowie szalony pomysł i postanowilam przedstawić ją bliżej moim przyjaciołom.
Maltretowałam im uszy muzyką Bjork, a oni patrzyli na mnie wielkimi oczyma i kwitowali: ale o co chodzi w tej muzyce, albo: yyyy, nie bardzo mi się podoba.
Nie odpuszczałam, skoro ja ją rozumiem i uwielbiam, inni tez muszą, przecież to Bjork, część mojego muzycznego świata.
Zakupiona kolejna kaseta "Selmasongs" i znowu testuję przyjaciół (m.in.: I've seen it all - sorry Kama i Alicja) i znowu mierny efekt.
Zrezygnowana, zaprzestałam kolejnych prób przedstawiania Bjork bliżej moim znajomym - po prosty ich porzuciłam, sama pozostając wierną fanką Bjork.
Oczywiście przyjaciól nie rzuciłam, to byl żarcik, hahaha, pozostaja nimi do dzisiejszych dni.
Choć czasami przechodzi mi jeszcze przez myśl: ale moi drodzy - dlaczegooooo??????
Wracając do samej Brzozy - przedstawicielka gatunków szeroko rozumianej alternatywy: pop alternatywny, rock alternatywny, indie rock, trip hop.
Indywidualistka w każdym calu, artystka przekraczająca granice muzyczne i wyznaczająca nowe drogi w muzyce, z jednej strony potrafi być melancholijna a z drugiej klubowa, potrafi tworzyć utwory proste lub bogate instrumentalnie.
Wszechstronna i niezwykle utalentowana w swojej kreatywności aranżacyjnej, kto widział chociażby odcinek MTV unplugged z Bjork, ten wie o czym piszę, gdzie piosenki z albumu Debut przeistoczyła w bardzo żwawe numery, do których tańczyła w żółtej sukience, lub były grane na szklanych kieliszkach. Cudo!
Potrafi tworzyć piosenki z zasłyszanych dzwięków, np: uderzanie kół pociągu o tory podczas jazdy, jako motyw przewodni, który po chwili bardzo płynnie przechodzi w piosenkę i melodię (I've seen it all czy Enjoy).
Barwa glosu bardzo rozpoznawalna, pięknie trzyma dźwięki, nie ma wibratto w głosie, za to mocny dźwięk z przepony, który potrafi przebić jak strzała.
Potrafi ze śpiewu przejść do krzyku (It's oh so quiet). Czysty wokal, gdy śpiewa wysoko lub pokrzykuje. Fascynująca!
Gdy dowiedziałam się, że zagrała w filmie, oczywiście od razu pobiegłam do kina, nie dla Larsa von Trier'a, nie dla Catherine Deneuve, ale dla Bjork. Oczywiście wcześniej nie sprawdziłam co to właściwie za film, o czym i jakim reżyserem jest von Trier (nie znałam wtedy jego twórczości - teraz juz wiem, że robi filmy za ciężkie dla mnie - wrażliwego widza, który później za bardzo przeżywa to co widział).
Obejrzałam "Tańcząc w ciemnościach" (poszłam sama, bo nikt nie chciał iść ze mną, po tym jak powiedziałam, że muzykę do filmu robiła Bjork, ciekawe czemu???) i po wyjsciu z kina załapałam takiego doła, szłam do domu patrząc tępo w chodnik, ciężki film na maksa, kto oglądał ten film, wie o czym piszę, kto nie oglądał polecam, ale najpierw przeczytajcie co nie co o Larsie. Gra samej Bjork, przejmująca i bardzo dobra - złotą palmę w Cannes otrzymała zasłużenie.
Bjork również komponowała i tworzyła muzykę dla innych artystów, m.in dla Madonny (Bedtime story).
Playlista dzisiaj długa, moje ulubione utwory, choć nie wszystkie, nie mogłam wszystkich zapisać, bo mój komputer mógłby tego nie obrobić.
Milego słuchania - wytrawni słuchacze :-)
Poniżej laurki moich brzdąców z okazji wczorajszego święta, nie chwaląc sie mojego.
piątek, 19 września 2014
Anglia dla Szkocji - rozwodu nie będzie
Zostaję jeszcze przez chwilę przy rockowym, brytyjskim brzmieniu.
Prezentuję zespół BLUR (z równie przystojnym wokalistą:-)) początkowo chłopaki grali brit pop, ale wkrótce zwrócili się ku bardziej rockowemu brzmieniu, z gatunku indie rock i alternatywa.
Też potrafia "tupnąć", o czym świadczy chociażby powyższa pieśń.
W latach dziewięćdziesiątych XX wieku, oni czyli Blur i inny zespół z pogranicza tego samego gatunku muzycznego czyli zespół Oasis toczyli walkę o fanow w Anglii i w Wielkiej Brytanii.
Podzielili państwo na północ - południe. Południe - czyli zwolenników Blur (pochodzili z miasta położonego w południowo-wschodniej Anglii) i Oasis - północ (pochodzili z północno - zachodniej części Anglii).
Mi jednak zawsze bliższy pozostawał BLUR a nie waśnie między braćmi z Oazy (chyba mam słabość do chłopaków z wysp).
Ze względu na dużą popularność tych dwóch brytyjskich zespołów, w Polsce również powstały zespoły grające britpop i brit rock, chociażby Lizar.
Z pewnością znacie ten riff gitarowy przewodni, wiele razy wykorzystywany m.in. przez inne, nowe zespoły np. One Direction - zespół znany mlodszym słuchaczom, jednak oryginał jest jeden i najlepszy.
Warto posłuchać też:
Parklife
Boys and Girls
Coffee and TV i inne.
A na ten miły dodatek Szkocja zostaje w Wielkiej Brytanii YYYuuuu Huuuu!!!!
Dla mnie Szkocja to Anglia, Anglia to Szkocja a wszystko razem jeszcze z Walią i Irlandią Północną to po prostu Brytania.
środa, 17 września 2014
A brytyjskie małpy rozrabiają
Dzisiaj zapodaję brytyjski rock.
Arctic Monkeys - zespół, ktory powstał na początku nowego tysiaclecia, nawiązuje do najlepszych czasów i tradycji brit rocka'a, takiego spod znaku indie i rocka alternatywnego.
Piękna gitara, potrafi być drapieżna lub delikatna, wygrywajac kojące riffy (505).
Wokal Alex'a Turner'a (tak poza tym to ładny chłopczyk zupełnie w moim stylu, ach gdybym była młodsza........) bardzo melodyjny, zapadający w pamięć, melancholijny, bardzo rozpoznawalny, delikatnie piaskowy w odsłuchu.
Surowe bębny, bez ozdobników, jakbyśmy grali razem z nimi w garażu i pulsujący bas, wybity na pierszy plan. Miód na moje uszy.
Jednak to co ja w Małpach lubię naj, naj, najbardziej to zmienne, pulsujące tempo ich w piosenkach, poczatek spokojny i zaraz "buuuuum", jadą chlopaki po bandzie, której słuchacz sie nawet nie spodziewa, żeby po chwili znowu wrócić do początkowego tempa.
Bardzo fajny zespół, który goraco polecam i nie tylko powyższy numer, ale także:
Do I wanna know
Brainstorm
Balaclava
Old yellow bricks i wiele wiele innych :-)
MONKEYS POWER! Niech moc będzie z Wami!
czwartek, 11 września 2014
początek !!!!
Pierwszy dzien na własnym blogu, początkujacej blogerki: matki, kucharki - amatorki, muzykoholiczki, milośniczki biografii i od dwóch lat mieszkanki wsi.
I taki wlasnie będzie ten blog, duuuuuużo o muzyce, która mnie wzrusza, doprowadza do łez i cieszy moje uszy, trochę o gotowaniu (są jeszcze potrawy, których nigdy nie przyrządzałam mając 33 lata na karku, tak, tak, hahahah) i oczywiście o dzieciach - jako matka rozbrykanej dwójki nie mogę, ale też musze i chcę troche o nich :-) :-)
11.09.2014r. STARTUJĘ - data troche smutna (pamiętamy 2001r.), ale wrzucam w ten dzień dużo optymizmu, którym dysponuję i mam nadzieje, że to będzie wesoły i dobry dzień.
I taki wlasnie będzie ten blog, duuuuuużo o muzyce, która mnie wzrusza, doprowadza do łez i cieszy moje uszy, trochę o gotowaniu (są jeszcze potrawy, których nigdy nie przyrządzałam mając 33 lata na karku, tak, tak, hahahah) i oczywiście o dzieciach - jako matka rozbrykanej dwójki nie mogę, ale też musze i chcę troche o nich :-) :-)
11.09.2014r. STARTUJĘ - data troche smutna (pamiętamy 2001r.), ale wrzucam w ten dzień dużo optymizmu, którym dysponuję i mam nadzieje, że to będzie wesoły i dobry dzień.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


