Subiektywny pamiętnik muzyczny, express yourself został przeniesiony na makelifefriendlier.blogspot.com. Zapraszam.
Express-owa szukalnia
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rock. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 12 marca 2015
Muzyka filmowa - soundtrack VI Magnolia
Szósta odsłona soundtracku na moim blogu to muzyka z filmu Magnolia.
W rolach głównych w filmie Paula Thomasa Andrsona wystąpili Tom Cruise i Julianne Moore a na soundtracku do tego filmu rolę główną zagrała Aimee Mann.
Jej muzyka zainspirowała Jon'a Brion'a, który zajął się złożeniem materiału muzycznego do tego filmy i oparł go głównie na muzyce Mann.
Aimee Mann gra w sposób spokojny, wyciszony, melancholijny i bardzo przystępny dla słuchacza, melodia rytmicznie wpada w ucho. Popowo na pograniczu folku i rocka. Nie jest nudna, ciekawa linia wokalu i męskich chórków, perkusja wyciszona, znajdziemy w niej także solówki gitarowe a i zagra flet poprzeczny.
Moje szczególnie ulubione to Built that wall, Save me czy Momentum.
Obok Aimee na soundtracku są Harry Nilsson i jego "One" utwór otwierający dzisiejszą playlistę, Brytyjka Gabrielle i jej wielki hit "Dreams" (któż go nie zna) śpiewającą czarodziejskim soulowym głosem, czy grupa Supertramp (ich utwory z sountracku Magnolia znalazłam tylko w wersji "live", nie lubię wrzucać live'ow, ale wybaczcie nie znalazłam innych wersji), wykonująca utwory z pogranicza pop rock'a i soft rock'a.
Cała muzyczna ekipa zebrana na potrzeby tego filmu sprawia, że składanka ma w sobie dużo otulającego ciepła i jest taka delikatnie pocieszająca, zatrzymuje na chwilę i aż prosi o krótką refleksję, bardzo optymistyczna - przynajmniej dla mnie.
Moje wspomnienia związane z tym filmem i soundtrack'iem to początek znajomości z moim mężem i jego znajomymi, którzy właśnie mi podsunęli tę składankę. Bardzo kojarzy mi się z naszymi pierwszymi spacerami, rozmowami do rana, graniem w brydża, poznawaniem nowych ludzi, przesiadywaniem w parkach, zakochaniem, wspólnym oglądaniem filmów i z wszystkim tym z czym kojarzy się z początek związku dwojga młodych ludzi :-)
Magnolię bardzo lubię, często wracam do tego wydawnictwa i jest to jeden z moich ulubionych albumów związanych z muzyką filmową. Za klimat z całą pewnością odpowiada Aimee Mann, przyjrzyjcie się jej bliżej. Tworząc to zestawienie od początku wiedziałam, że ten film i muzykę również zaprezentuję i oto "dzisiaj nadejszła ta chwiła".
Poniżej link do krótkiej recenzji tego filmu, przeczytajcie i obejrzyjcie.
http://www.filmweb.pl/reviews/I+cing-2030
Miłego marcowego dnia :-)
piątek, 27 lutego 2015
Muzyka filmowa - soundtrack IV Urodzeni mordercy
Czwartą propozycją na udany soundtrack jest muzyka z filmu "Urodzeni mordercy". Film z 1994 roku w reżyserii Oliviera Stone'a z niezapomnianymi rolami Juliette Lewis i Woody'ego Harrelson'a.
Film i jego fabuła również niezapomniana, poniżej recenzja, dla tych którzy nie oglądali, aby zachęcić do obejrzenia, przeczytajcie polecam:
recenzja reCoil, filmweb, 23.08.2007r.
"Ameryka kocha morderców.
W szczególności tych seryjnych. Są wpisani w amerykańską popkulturę tak samo jak gwiazdy rocka. Charles Manson, Charles Starkweather czy Ted Bundy - te nazwiska wzbudzają w ludziach takie samo zainteresowanie co przerażenie. O tych ludziach powstała niejedna książka, niejeden dokument.
Oliver Stone ("JFK", "Pluton") kocha Amerykę. Dlatego tworzy filmy poruszające problemy trapiące ten kraj, jak i jego społeczeństwo. Dzięki temu reżyser ten nazywany jest często sumieniem Ameryki. Również dzięki temu, ma w swoim dorobku kilka dzieł uznanych za wybitne.
Quentin Tarantino ("Pulp Fiction", "Wściekłe psy") kocha popkulturę. Chłonie wszystko, co pojawia się w kinie czy telewizji, przetwarza na swój sposób i wypluwa dzieła świeże i oryginalne, mimo iż korzysta z tego, co już widzieliśmy wielokrotnie.
Te trzy czynniki złożyły się na powstanie kontrowersyjnego obrazu, jakim są "Urodzeni mordercy". Film wyreżyserowany przez Olivera Stone'a w oparciu o (zmieniony) scenariusz Tarantino opowiada historię pewnej pary. Pary dość nietypowej, można dodać. Mallory (Juliette Lewis) i Mickey Knox (Woody Harrelson). On - zbiegły więzień, recydywista, o nieznanej przeszłości. Ona - wykorzystywana przez ojca, przepełniona nienawiścią dziewczyna. Oni - najbardziej poszukiwana para Ameryki. Bezwzględni mordercy, przemierzający kraj Drogą Międzystanową 666, zabijający spotkane po drodze osoby. Mordują nie dla zysku czy z zemsty, tylko dla samej frajdy. Ich czyny sprawiają, że stają się celem policji, postrachem zwykłych ludzi oraz idolami całego pokolenia! Młodzi ludzie zafascynowani wizerunkiem morderczej pary wykreowanym przez program Wayne'a Gale'a (Robert Downey Jr.) "Amerykańscy Maniacy" kibicują Mickeyemu i Mallory, czyniąc z nich ikony popkultury. Jednak w pościg za parą rusza równie psychopatyczny detektyw Jack Scagnetti - w tej roli Tom Sizemore. Ich starcie, a także jego konsekwencje prowadzą do rozpętania istnego piekła na Ziemi.
Jednak nie jest to tylko opowieść o pościgu policji za dwójką przestępców. Jest to także, a może przede wszystkim, spojrzenie na rolę, jaką odgrywają media we współczesnym społeczeństwie amerykańskim. O tanich sensacjach i obsesjach, o kulcie. O tym, jak papka serwowana przez telewizję ogłupia widzów, których sami reporterzy mają za stado tępych krów, wpatrzonych bezmyślnie w rozświetlone ekrany.
Wizualnie perfekcyjny, mieszający style i konwencje, kontrowersyjny, anarchistyczny i brutalny. Te określenia pasują do "Urodzenych morderców" jak ulał. Projekcja starych filmów jako tła, łączenie scen kolorowych i czarno-białych, kreskówkowe wstawki czy wreszcie scena z życia młodej Mallory. Przedstawienie chorych relacji w rodzinie i seksualnych nadużyć ojca w konwencji sitcomu - to wszystko tworzy specyficzny klimat. Tak samo jak brutalne sceny, których tu niemało. A wszystko okraszone czarnym humorem i ciężką, psychodeliczną atmosferą.
Fabuła wiąże wiele elementów amerykańskiej kultury i jej symboliki. Mamy tu wszystko - wyjętych spod prawa, bezwzględnych, lecz jednocześnie romantycznych przestępców, gliniarzy, Indian, przemierzanie pustyni w kabriolecie, pościgi, grzechotniki, broń, więzienia, wścibską, wszechobecną telewizję - esencja stereotypowej, znanej z filmów Ameryki.
Przez długi czas po napisach końcowych człowiek czuje się skołowany. Film wzbudza w widzu mieszane uczucia, fascynację, odrazę. Skłania do przemyśleń. Wiele osób może uznać "Urodzenych morderców" za bezsensowne epatowanie przemocą i gloryfikowanie zwyrodnialców (o ironio, przecież właśnie tego satyrą jest ten film). Inni dostrzegą w nim przesłanie czy celne spostrzeżenia. Na pewno nikt nie pozostanie obojętny.
Kino zdecydowanie ciężkie. Ale także kino największego kalibru."
Podobnie jak ciężka, pokręcona, mieszana w odbiorze jest fabuła, ścieżka dźwiękowa do tego filmu jest również niezwykła i nie pozostaje w tle.
Znajdziemy na niej artystów z takich gatunków jak m.in.: country (Patsy Cline), alternatywa (Nine Inch Nails), punk rock (Patti Smith), grunge (L7), gangsta rap (Dr. Dre), nowa fala (peter Gabriel) czy folk rock (Bob Dylan, Leonard Cohen). Dla każdego coś dobrego.
Jednak ci wszyscy artyści oraz specjalnie wyselekcjonowane utwory pod temat filmu, zebrani razem, jeden obok drugiego, tworzą taki klimat, że nawet dla osoby, która nie widziała filmu a ma do czynienia z tą ścieżką dźwiękowa zda sobie sprawę, że ta składanka musiała dotyczyć i wiązać się z czymś niezwykłym.
Album do tego filmu został okrzyknięty najlepszym albumem składankowym 1994 roku, oraz został jednym z najlepszych albumów lat 90-tych. Myślę, że naprawdę zasłużenie, co Wy na to??
Muzyka na tym albumie jest drapieżna, zadziorna, mroczna, hipnotyzująca, żeby po chwili zmienić klimat na pogodniejszy, nadąża za akcją filmu i nadaje jej tempo oraz zachęca do rozmyślań. Myślę, że ten film zapada w pamięć głównie ze względu na muzykę w nim zawartą.
Artyści, których utwory są zamieszczone na składance do "Urodzonych Morderców" to dzisiaj już IKONY muzyki: Bob Dylan, Leonard Cohen, Dr. Dre, Nine Inch Nails, Patti Smith, Peter Gabriel, kto lubi słuchać tych muzyków (bo znają ich wszyscy) wie, że potrafią stworzyć niesamowite numery, naładowane bombami emocjonalnymi i to czuć na albumie do tego filmu.
Posłuchajcie tylko numeru "History repeats itself" A.O.S. jestem w nim zakochana do dzisiaj a minęło już 20 lat.
Zapalcie świeczkę, przyciemnijcie okna i rozmarzcie się słuchając tej playlisty, jest niesamowita, ukłony dla gostka, który składał te numery w jeden soundtrack.
27 luty - Dzień niedźwiedzia polarnego - Natural Born Killer
poniedziałek, 23 lutego 2015
Muzyka filmowa - soundtrack III 007 James Bond
Nieźle trafiłam z tym zestawieniem, związanym z muzyką filmową w dniach, kiedy rozdawane są najważniejsze nagrody dotyczące branży filmowej i muzyki filmowej czyli Oskary - tak wyszło, nie zamierzałam.
Kolejne, trzecie zestawienie związane z muzyką filmową dotyczy nie tyle jednego filmu, co całej serii filmowej związanej z jednym bohaterem i z jego przygodami, czyli agentem 007 - James'em Bond'em.
Na początek to jestem potwornie dumna, że mamy pierwszego Oskara dla Polski za nieanglojęzyczny film pt. "Ida". Oglądałam i bardzo mi się podobał.
Nie ukrywam, że liczyłam też na Oskara dla "Joanny", ale nominacja to także wielkie wyróżnienie, dla wszystkich pozostałych twórców.
Gratulacje, gratulacje, moje niespanie w nocy, i nerwowe trzymanie kciuków się opłaciło.
Jesteśmy dzisiaj w temacie Oskarowym i soundtrack'owym, więc przypomnę, że w tej kategorii nasz rodak Jan A.P. Kaczmarek to także laureat Oskara z 2004 roku za muzykę filmową do filmu "Marzyciel" z głównymi rolami Johnne'go Depp'a oraz mojej ukochanej Kate Winslet (Oskar za "Lektora").
Dzisiejszy mój bohater, czyli muzyka do filmów o przygodach Jamesa Bonda to również wielkokrotny nominowany do Oskara czy Grammy w kategoriach muzycznych (m.in.: Paul McCartney "Live and let die", oraz ich zwycięzca (Adelle - Oskar za "Skyfall" najlepsza piosenka).
Filmy o przygodach Jamesa Bonda w sumie zebrały 14 nominacji do Oskara w różnych kategoriach i zdobyły 4 statuetki.
Wielokrotny odtwórca roli Jamesa Bonda Sean Connery jest także laureatem Oskara dla najlepszego aktora drugoplanowego w filmie "Nietykalni" a reżyser filmu o przygodach agenta pt. "Skyfall" czyli Sam Mendes to laureat Oskara za film "American Beauty" (super film). Pewnie takich ciekawostek znalazłoby się dużo więcej :-)
Jak widać na tych kilku tylko przykładach twórcom i producentom przygód Jamesa Bonda zależy na tym, aby pracowali nad tymi filmami najlepsi z najlepszych.
Sama muzyka a zwłaszcza piosenki przewodnie to również plejada światowych gwiazd muzyki z bardzo różnych gatunków muzycznych:
Shirley Bassey
Tom Jones
Nancy Sinatra
Paul McCartney
Duran Duran
a-ha - jeden z moich ulubionych utworów "The Living Daylights"
Gladys Knight
Tina Turner
Garbage
Sheryl Crow
Madonna
Chris Cornell z Soundgarden
Adelle
czy duet Alicia Keys i Jack White - najlepszy utwór do Bonda wg mnie pt "Another way to die"
i wiele innych......
Bond w moich wspomnieniach:
Wspólne oglądanie z rodzicami, kiedyś jeśli dobrze sięgam pamięcią, bo to było już jakiś czas temu, w niedziele wieczorem telewizja publiczna grała Bonda, oglądałam przygody o agencie jedząc kolację, o agencie, który musiał obronić swoją ojczyznę i Królową przed wrogami narodu, kraju. Przystojny agent jej Królewskiej Mości, piękna pomocniczka, dziewczyna agenta (Halle Berry - laureatka Oskara za film pt. "Czekając na wyrok" czy Polka Izabella Scorupko, Jane Seymour, Teri Hatcher, Denise Richards itp...) i piękne piosenki tytułowe oraz niezapomniany i rozpoznawalny temat muzyczny.
James Bond królewicz z pistoletem, przystojny, męski, odważny, który zawsze obroni i pomoże. Każda dziewczyna o takim marzy, ja również w te niedziele marzyłam. Poza tym podobała mi się akcja i przygody w filmie, trochę nieziemskie i mało realistyczne, ale co tam....
Bonda i filmy o jego przygodach zawsze wspominam z sentymentem i chętnie do nich wracam i je oglądam.
Kiedyś chciałam zakupić płytę ze wszystkimi piosenkami przewodnimi z każdego odcinka Bonda dzisiaj stworzyłam sama, swoją listę piosenek, które najbardziej lubię z filmów - przygód o agencie.
Zachęcam do słuchania! Utwory to eleganckie, klasyczne piękno, aranżacja orkiestry, smyczki i dęte instrumenty genialne, każda piosenka chwyta i wplata temat przewodni, wokalistki i wokaliści klasa sama w sobie.
23 luty święto filmu polskiego - pierwszy Oskar dla Polski za film nieanglojęzyczny.
5 nominacji do Oskara i jedno zwycięstwo ("Ida"), duma dla nas i ogromne gratulacje.
Kto nie widział niech obejrzy Idę - polecam!!
poniedziałek, 9 lutego 2015
Muzyka filmowa - soundtrack I Trainspotting
Rozpoczynam kolejne zestawienie, które będzie dotyczyło muzyki filmowej i ścieżek dźwiękowych do filmów.
Począwszy od dzisiaj przedstawię Wam siedem soundtrack'ów, które zrobiły nam mnie największe wrażenie.
Trochę się będzie różnić to zestawienie od poprzednich, ponieważ wspólnym mianownikiem nie będzie teraz artysta. Przed nami playlisty złożone z różnych muzyków, pochodzących z różnych środowisk muzycznych i różnych gatunków. Jedną zaś wspólną cechą będzie dzieło filmowe i klimat danego filmu, stworzony poprzez ich muzykę.
Dzisiaj już nie pamiętam czy najpierw usłyszałam ścieżkę dźwiękową czy obejrzałam film, ale jedno i drugie okazało się być ciekawym przeżyciem (z pewnością nie tylko dla mnie). Wszyscy, którzy w latach dziewięćdziesiątych byli nastolatkami pamiętają głośny film pt. Trainspottong (znają go także młodsi, ale to w latach 90-tych miał swoją premierę tenże film, dlatego odwołuję się do młodych z tamtych lat).
Fabuła filmu opowiada o narkomanie, który próbuje rzucić nałóg. Film jest bogaty w realistycznie, obrzydliwe sceny, takie jak nurkowanie w sedesie (brudnym, nie powiem od czego) lub scenę z prześcieradłem (brudnym również). Poniżej krótka recenzja dla przypomnienia fabuły, lub zachęcenia do obejrzenia, dla tych którzy nie znają tego kultowego już filmu.
Recenzja, sporządzona przez Caligulę dla filmweb.pl (10 marzec 2007):
"O filmie Danny'ego Boyle słyszał zapewne każdy, kto choć trochę interesuje się kinem. W końcu był to jeden z najgłośniejszych filmów lat 90., a już na pewno na Wyspach Brytyjskich. Powstały na podstawie również znanej powieści Irvine'a Welsh obraz wzbudził w momencie premiery wiele kontrowersji, choć jednocześnie chwalony był ze wszech stron jako objawienie i szybko zyskał sobie status dzieła kultowego.
Jest to historia grupki kumpli z Edynburga. Łączy ich jedno – heroinowy nałóg i "luzackie" podejście do życia. Wszystkie zdarzenia widz ogląda z perspektywy głównego bohatera, Marka Rentona (Ewan McGregor – czy kiedykolwiek później w swej karierze był tak pociągający i uroczo bezczelny?), którego raczej okoliczności niż własny rozum skłaniają do odwyku. Kiedy już udaje mu się w miarę wyjść na prostą i okazuje się, że normalne życie wcale nie jest takie złe, zjawiają się dawni znajomi, którzy rzecz jasna mimowolnie zaczną go ponownie ściągać na złą drogę.
Sporządzony przeze mnie krótki opis brzmi wręcz poważnie i sugerowałby raczej dramat psychologiczny niż beztroska komedię. Nic bardziej mylnego - co prawda "Trainspotting" nie unika również momentów bardziej dramatycznych i zdarza się, że bywa całkiem serio, ale przede wszystkim jest to szalona, niczym nieskrępowana zabawa. Już na wstępie bohater wymienia wszystkie elementy właściwe życiu przeciętnego człowieka posiadającego pracę, rodzinę i dom, po czym zadziornie stwierdza: "ale po co mi to wszystko?". Doskonale oddaje to klimat całej opowieści – nie ma tu żadnego łatwego moralizowania, a ćpanie to świetny sposób na życie. No, może przesadzam – twórcy pokazują również złe strony, ale nie są nachalni w obrazowaniu nałogu, nikogo nie osądzają, i to jest zapewne w tym filmie najciekawsze. Nie przeszkodziło to oburzonym stróżom moralności po premierze ciskać gromów na całe przedsięwzięcie, oskarżając je o gloryfikację ciężkich narkotyków. Jakże płytkie i oczywiste to spojrzenie, należy dodać, że właściwe ludziom ograniczonym."
Muzyka na ścieżce dźwiękowej jest również bardzo brytyjska, zebrane zespoły to przede wszystkim muzycy z wysp, jest i Blur z Damonem Albarnem, Pulp, Primal Scream czy Sleeper.
Moje ulubione perełki to Blur "Sing", znany jest również z tej ścieżki, przerabiany wielokrotnie piosenka-hymn pt. "Perfect Day" amerykańskiego muzyka Lou Reed'a.
Jest również ikona zza oceanu czyli Iggy Pop, jego "Lust for Live" czy "Nightclubbing" najbardziej kojarzą się z tym filmem i muzyką z niego.
Wiele pozycji alternatywnych (Primal Scream, Elastica, Blur) czy house'owych (Bedrock, Underworld) oraz cover grupy Blondie pt. "Atomic" wykonany przez grupę Sleeper.
Ten album towarzyszył mi w liceum i podczas pewnej dalekiej podróży promem, gdzie całą noc zamiast spać, słuchałam Trainspotting. A jak było w Waszym przypadku???
Album Trainspotting można słuchać nawet bez oglądania czy poznania filmu, także Ci, którzy filmu nie widzieli, również słuchajcie :-)
Każdy znajdzie coś dla siebie i swojego ulubionego artystę w tej wyborowej śmietance a całość się pięknie składa w spójną całość. Lata 90te i brytyjska muzyka w pigułce.
Polecam film (choć nie pochwalam narkomanii) i szczerze, i z głębi muzycznej duszy polecam soundtrack.
Miłej podróży!!
wtorek, 27 stycznia 2015
Ukochana alternatywa V - Moloko
Nr 5 zestawienia to brytyjsko - irlandzki duet Moloko.
Zespół ten trudno jednoznacznie sklasyfikować, rozlewają mleko i łykają takie gatunki jak np.: trip hop, house, alternatywny dance czy muzyka elektroniczna.
Na ich czwartym wydawnictwie pt.: Statues wracają do elektronicznego i tanecznego brzmienia (Familia Feeling, Forever More), ale trzeci album pt. Things to make and do, to prawdziwa dziwaczna mieszanka, dziwnych dźwięków co kocham i uwielbiam. Zaliczam ich do alternatywy właśnie dzięki temu trzeciemu wydawnictwu i takim utworom jak: Pure pleasure seeker, Dumb, Indigo czy Mother, trudniejsze i bardziej złożone w odbiorze.
Wokal charyzmatycznej Irlandki Roisin Murphy działa i pokazuje tam niezłe cyrki. Muzyka raz zwalnia raz przyspiesza. Niektóre piosenki bardzo dziwaczne, żeby za chwilę zagrać bardzo popowy i łatwy do wysłuchania numer, chociażby The Time is Now, gdzie instrumenty grają łagodnie a wokal jest wyciszony.
Po czwartym albumie zespół się rozpada. Roisin Muphy idzie solową drogą, wg mnie również wartą uwagi. (Na tym blogu była już prezentowana w poście Irlandia).
Próbuję sobie przypomnieć, kiedy po raz pierwszy usłyszałam o Moloko i nie potrafię, pewnie przy wydaniu ich singla Sing it Back z płyty Thing to make and do, bo był dosyć głośny i popularny, czyli około 1998 roku.
Pamiętam też, że po zakupieniu kasety Moloko o wspomnianym wyżej tytule, sobie wtedy pomyślałam, że chyba nikt poza mną tego nie słucha. Jak mi było miło i jak byłam zaskoczona, gdy kilka lat później poznałam grupę nowych znajomych i na jednej z imprez poleciało Moloko i wszyscy śpiewali ich numery (nie tylko Sing it Back), stwierdziłam: ok jestem u swoich, trafił swój na swego.
Do najbardziej ulubionych należą Remain the same, Being is bewildering and Mother.
Miód z "mlekiem" na moje uszy, mam nadzieję, że na Wasze również.
Miłego dnia! Co za zima :-(
Rano było tak:
A teraz jest tak:
środa, 10 grudnia 2014
Amerykańskie uderzenie - Mix
Na ostatni dzień rockowego, amerykańskiego brzmienia prezentuję mieszankę rockowych zespołów, których słuchałam (może nie w tak dużym stopniu jak 6-tkę prezentowaną wcześniej), i które również mi się podobały w swoim brzmieniu a niektóre utwory były dla mnie bardzo ważne.
Na początek Faith No More, w playliście znane utwory, ale bardzo przeze mnie lubiane, choć polecam tak naprawdę całe albumy Angel Dust, The Real Thing czy King for a Day... Fool for a Lifetime. Otrzymałam je kiedyś od mojego kumpla Piotrka, zaskoczyło mnie bardzo pozytywie brzmienie tego zespołu i Faith no More grał długo w moich odtwarzaczach kaset. Jeśli macie czas, zachęcam do przesłuchania i odświeżenia sobie tych albumów.
Drugi i trzeci dzisiejszy, muzyczny bohater to Pearl Jam i Soundgarden. Znowu tchnienie spod znaku grunge. Te dwa zespoły obok Nirvany to czołówka światowego brzmienia grunge i tzw. "Wielkiej Czwórki" z Seattle, czyli kolebki tego rodzaju muzyki, tam się to wszystko zaczęło. Kultowy już album "Ten" produkcji Pearl Jam, pozycja obowiązkowa dla każdego rockowego słuchacza obok "Nevermind" Nirvany. Grunge i zespoły, grające tę muzę jak wiadomo narobiły niezłego zamieszania w muzyce w latach 90-tych (jak The Beatles kilka dekad wcześniej) i dzięki temu z całą pewnością zostaną zapamiętani po wieki. Muzyka, którą prezentują - sama delicja.
Na koniec muzycznej prezentacji dzisiejszego dnia wariaci z Off Spring. Przeskakujemy do gatunku spod znaku punk rock, skate punk. Ulubiony gatunek subkultury Skaterów, czyli ludzi z deskorolkami. Powstanie różnych, nowych subkultur to również dziedzictwo lat 90-tych.
Siedem prezentacji zespołów rockowych z USA. Lata 90-te, moja młodość, czas buntu, przez który przechodziłam właśnie z nimi na uszach. Może dlatego, że w tamtym czasie dużo słuchałam rockowych dźwięków to dojrzewanie przebiegło mniej dramatycznie i buntowniczo. Na pewno ta muzyka ukształtowała mój kręgosłup muzyczny i to, w jakim kierunku ewoluowała moja dalsza droga muzyczna.
Dzięki tym siedmiu sentymentalnym zestawieniom wróciłam do czasów młodzieżowych, nastoletnich, mam nadzieję, że czytelnicy również. Wróciło wiele wspomnień nie tylko muzycznych, ale osobistych. Wspomnienie ludzi, których wtedy spotkałam na swojej drodze (a miałam szczęście do dobrych przyjaciół, z dobrym smakiem i zmysłem muzycznym), wspomnienie pożyczania kaset z muzyką, szukania nowych ścieżek muzycznych.
Z wieloma z nich się już nie widuję, nasze drogi się rozeszły, ale dzięki wspomnieniom muzycznym wrócili do mnie jak bumerang. Muzyka jednak jest MAGIĄ.
Mój ulubiony cykl Amerykańskie uderzenie, zapraszam do słuchania.
10 grudnia - Międzynarodowy Dzień Praw Człowieka
Subskrybuj:
Posty (Atom)
