Subiektywny pamiętnik muzyczny, express yourself został przeniesiony na makelifefriendlier.blogspot.com. Zapraszam.
Express-owa szukalnia
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aktorka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aktorka. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 12 marca 2015
Muzyka filmowa - soundtrack VI Magnolia
Szósta odsłona soundtracku na moim blogu to muzyka z filmu Magnolia.
W rolach głównych w filmie Paula Thomasa Andrsona wystąpili Tom Cruise i Julianne Moore a na soundtracku do tego filmu rolę główną zagrała Aimee Mann.
Jej muzyka zainspirowała Jon'a Brion'a, który zajął się złożeniem materiału muzycznego do tego filmy i oparł go głównie na muzyce Mann.
Aimee Mann gra w sposób spokojny, wyciszony, melancholijny i bardzo przystępny dla słuchacza, melodia rytmicznie wpada w ucho. Popowo na pograniczu folku i rocka. Nie jest nudna, ciekawa linia wokalu i męskich chórków, perkusja wyciszona, znajdziemy w niej także solówki gitarowe a i zagra flet poprzeczny.
Moje szczególnie ulubione to Built that wall, Save me czy Momentum.
Obok Aimee na soundtracku są Harry Nilsson i jego "One" utwór otwierający dzisiejszą playlistę, Brytyjka Gabrielle i jej wielki hit "Dreams" (któż go nie zna) śpiewającą czarodziejskim soulowym głosem, czy grupa Supertramp (ich utwory z sountracku Magnolia znalazłam tylko w wersji "live", nie lubię wrzucać live'ow, ale wybaczcie nie znalazłam innych wersji), wykonująca utwory z pogranicza pop rock'a i soft rock'a.
Cała muzyczna ekipa zebrana na potrzeby tego filmu sprawia, że składanka ma w sobie dużo otulającego ciepła i jest taka delikatnie pocieszająca, zatrzymuje na chwilę i aż prosi o krótką refleksję, bardzo optymistyczna - przynajmniej dla mnie.
Moje wspomnienia związane z tym filmem i soundtrack'iem to początek znajomości z moim mężem i jego znajomymi, którzy właśnie mi podsunęli tę składankę. Bardzo kojarzy mi się z naszymi pierwszymi spacerami, rozmowami do rana, graniem w brydża, poznawaniem nowych ludzi, przesiadywaniem w parkach, zakochaniem, wspólnym oglądaniem filmów i z wszystkim tym z czym kojarzy się z początek związku dwojga młodych ludzi :-)
Magnolię bardzo lubię, często wracam do tego wydawnictwa i jest to jeden z moich ulubionych albumów związanych z muzyką filmową. Za klimat z całą pewnością odpowiada Aimee Mann, przyjrzyjcie się jej bliżej. Tworząc to zestawienie od początku wiedziałam, że ten film i muzykę również zaprezentuję i oto "dzisiaj nadejszła ta chwiła".
Poniżej link do krótkiej recenzji tego filmu, przeczytajcie i obejrzyjcie.
http://www.filmweb.pl/reviews/I+cing-2030
Miłego marcowego dnia :-)
czwartek, 12 lutego 2015
Muzyka filmowa - soundtrack II Bodyguard
Wczoraj przypadała trzecia rocznica śmierci Whitney Houston, dlatego też nie przypadkowo zdecydowałam się na wybór tego soundtracku do mojego filmowego zestawienia.
Dzisiejszym bohaterem jest muzyka do filmy Bodyguard, gdzie Whitney zagrała główną rolę i zaśpiewała większość piosenek do tego filmu. Album z muzyką z tego filmu sprzedał się w ponad 40 mln egzemplarzy na całym świecie a utwory z niego stały się olbrzymimi przebojami i jednoznacznie są utożsamiane z tym właśnie filmem i samą Whitney.
Opis fabuły (sporządzony przez OVE 25 marca 2006 roku na filmweb.pl):
"Frank Farmer, były agent CIA, za namową przyjaciela zostaje ochroniarzem gwiazdy estrady i filmu Rachel Marron, która niepokojona jest anonimami z pogróżkami pod jej adresem. Sama gwiazda o niczym nie wie, więc cały pomysł jest dla niej niezrozumiały. Nie ma ochoty słuchać Franka, ani zmieniać stylu swojego życia do czasu, kiedy sama znajduje anonim podczas promocji nowego teledysku. Od tego czasu zmienia swoje nastawienie do Farmera i wchodzi z nim w sfery relacji znacznie wykraczających poza linię szefowa - pracownik. Tymczasem osoba czyhająca na życie wokalistki jest wciąż na wolności i nie rezygnuje z zamachów na jej życie. Wkrótce Rachel otrzymuje nominację do Oscara, sama zaś ceremonia jest idealnym miejscem, aby zrealizować groźby z listów. Frank jednak zrobi wszystko, aby do tego nie dopuścić.
Mniej więcej o tym jest cały film. Rachel to kobieta sukcesu: kapryśna, zapatrzona w siebie, dbająca tylko o swoje szczęście. Frank to zaś twardy gość, który wciąż nie może wybaczyć sobie, że nie był obecny podczas zamachu na prezydenta. Każda z tych osób wydaje się dużą indywidualnością, samowystarczalną, niedostępną. Jak się jednak przekonamy przed miłością nie da się uciec i może ona połączyć nawet dwa tak podobne charaktery. Cały ten zabieg jest w kinie tak powszedni, że chyba każdy może wyobrazić sobie jak ten związek wygląda, a ponieważ jest on głównym tematem filmu mamy obraz tego, jak wygląda cały film. Nie mniej ogłada się go z zainteresowaniem. Jest to, bowiem w miarę sprawnie zrealizowane kino sensacyjne, idealne na długi jesienny wieczór we dwoje".
Życie osobiste Whitney bardzo przypomina życie filmowej bohaterki, dlatego Whitney świetnie potrafiła się utożsamić się z graną przez siebie postacią. Z Kevinem Costnerem (popularnym aktorem w latach 90-tych), który grał tytułowego bodyguard'a stworzyli bardzo przekonujący duet. Kino bardzo przyjemne, ale też nie wymagające.
Sama wielka Whitney Houston, prawdziwa i jedyna w swoim rodzaju Diva piosenki, obdarzona niesamowicie mocnym, pięknym głosem. Śpiewa utwory z takich gatunków jak: r&b, pop, soul, gospel.
Piosenki, których przyjemnie się słucha, są w rzeczywistości bardzo trudnymi utworami do wykonania (kto śpiewa ten wie), jednak Whitney obdarzona przeszywającym, piorunującym, silnym głosem radzi sobie z nimi bez problemu, stąd też często jest nazywana po prostu "Voice" czyli głos.
Whitney to wielka inspiracja dla wielu innych artystów, ludzi bardziej i mniej znanych. Przyznają się do tego Beyonce, Ariana Grande, Christina Aquilera, Edyta Górniak czy Natalia Kukulska.
Ja również należę do fanek tego wielkiego głosu, pamiętam jak stałam w swoim pokoju jako dziecko ze szczotką do włosów, która imitowała mikrofon i śpiewałam jej utwory (Saving all my love for you, czy I wanna dance with somebody).
Obok piosenek z Bodyguard'a warto zwrócić uwagę na pozostałe albumy Whitney, mój ulubiony to My Love is Your Love (szczególnie utwory It's not right, but is ok i Get it back) z 1998 roku. Whitney na nim jeszcze nie ma zrytego głosu i wyglądu przez używki i wokalnie prezentuje bardzo wysoki poziom. Album utrzymany bardziej w klimacie r&b niż pop.
Piękna Whitney obok Michaela Jacksona i Madonny to z całą pewnością trzecia ikona światowego popu, prawdziwa Diva. Utorowała drogę do telewizji i ogólnoświatowej widowni innym czarnoskórym piosenkarkom takim jak Janet Jackson, Toni Braxton, Destiny's Child czy Brandy.
Piękna i utalentowana zrobiła szybką i oszałamiającą karierę w show biznesie. Warto wspomnieć, że Bodyguard to nie jedyny film w jej dorobku. Warto zobaczyć również: Żona pastora, Czekając na miłość, baśń muzyczną Kopciuszek, gdzie wciela się w postać dobrej wróżki, czy ostatni jej film przed śmiercią Sparkle.
Obok Whitney na ścieżce dźwiękowej do filmu Bodyguard są takie nazwiska jak Lisa Stansfield - cudowna wokalistka brytyjska także wykonująca muzykę z gatunku soul i r&b, warto wspomnieć o takich hitach tej wokalistki jak: "People Hold On" i "The Real Thing". Pozostali to The Soul System czy Joe Cocker.
Bardzo dobry album na walentynkowe chwile, można się rozmarzyć.
p.s. Kto wie, że wielki hit "I will always love you" to cover piosenki Dolly Parton, bardzo popularnej amerykańskiej wokalistki wykonującej muzykę country.
Dolly jest autorką tego utworu, więc gdy piosenka osiągnęła wielką popularność tantiemy w wykonania szły na konto Whitney, ale prawdziwą kasę otrzymywała Dolly, jako autorka muzyki i tekstu do tej piosenki.
Mimo wszystko wykonanie tego utworu przez Whitney jest lepsze, z wielkim powerem, po prostu rewelacja i na skalę międzynarodową.
No i niech Bobby się budzi.......
12.02.2015 - Tłusty Czwartek
Trzeba zjeść chociaż jeden pączek, aby zapewnić sobie tłusty rok (czyli pełen dobrych zdarzeń i finansowej stabilności).
Moje ulubione to z dżemem lub konfiturą i polukrowane lub z cukrem pudrem. Łasuchy smacznego!
czwartek, 29 stycznia 2015
Ukochana alternatywa VI - Maria Peszek
Drugi polski akcent w ukochanej alternatywie to Maria Peszek.
Bardzo kontrowersyjna wizerunkowo, słownie, poglądowo aktorko-wokalistka.
Córka znanego taty i siostra znanego brata, sama zaczęła być rozpoznawalna najpierw jako aktorka. Ja ją początkowo kojarzyłam z seriali tj. Wiedźmin i z epizodu w Na dobre i na złe, choć seriali nie oglądam, po prostu gdzieś mi przemknęła w TV.
Nagle buch, 2005 rok wydaje płytę "Miasto mania". Pamiętam, że sobie pomyślałam: ok, śpiewająca aktorka czyli poezja śpiewana lub jakieś aktorskie dźwięki rodem z Przeglądów Piosenki Aktorskiej.
Po jakimś niedługim czasie usłyszałam kilka utworów, dzięki mojej koleżance Kurze i obejrzałam teledyski do numerów m.in.: "Moje miasto", "Nie mam czasu na seks" czy "Pieprzę Cię miasto" i już pojawiły się dobre wibracje. Choć wg mnie te piosenki i teledyski mają coś ze spektaklu. Może to kwestia tego, że do tego albumu rzeczywiście powstało widowisko teatralne i przedstawienie multimedialne o tym samym tytule a może po prostu to, że Peszek jest aktorką i ma konotacje aktorskie silnie zakorzenione w genach. Choć sama Peszek przyznaje, że bardziej czuje się wokalistką, przeczytałam to kilka lat temu, nie pamiętam gdzie.
Było to nowe tchnienie i świeży powiew wiatru na polską scenę muzyczną tamtego okresu i dla mnie również, po trzech latach wydany kolejny album pt. Maria Awaria i jeszcze większa popularność. Płyty cieszyły się wielkim zainteresowaniem, krytycy nie szczędzili pochwał, nagrody się sypały a i naród się zainteresował szerzej personą Peszek. I właśnie......
To co ja bym nazwała wolnością artystyczną, wyrażeniem siebie poprzez muzykę i tekst (nomen omen z angielska "express yourself"), tworzeniem dźwięków i tekstów, które nam w duszy i sercu grają, tak duża grupa Polaków (nie chcę generalizować, nie wszyscy) zaczęli Marię zaliczać do zakały, która niepotrzebnie się objawiła. W porównaniu do opinii, które krążą na jej temat w necie i komentarzy pod jej utworami na youtube to moje określenie jest na maksa delikatne.
Fakt jest kontrowersyjna, ma swoje zdanie, porusza w swoich tekstach trudne tematy seksu, cielesności, religijności i polityki czy macierzyństwa (co może być trudne w odbiorze w państwie zamieszkałym przez bardzo prawicowych i konserwatywnych obywateli, gdzie dla wielu te tematy są tabu), ale czy możemy aż tak jej ubliżać i po prostu wyzywać. Każdy ma prawo do własnych poglądów i powinniśmy być naprawdę bardziej tolerancyjni.
Sama też przeżyłabym załamanie, gdybym na swój temat to czytała. Włos jeży się na głowie.
Ja lubię ją za to, że cudnie potrafi się bawić słowem, za niegrzeczne neologizmy (Hujawiak), za piękne porównania (tekst do piosenki "Rosół")za odwagę (Nie wiem czy chcę) no i za muuuzyykę, totalnie wpasowującą się w moje wyobrażenia alternatywy: która porusza, skłania do refleksji i inspiruje, łamiąca tempo, zwrotka nastawia mnie na jakiś klimat, żeby refren zupełnie to rozwiał. Za każdym razem, gdy słucham jakiegokolwiek utworu, to odkrywam go na nowo, no i przede wszystkim za klimat i spójność, którą dla mnie tworzą całe albumy. Podziwiam też wokalistki alternatywne, do których wliczam panią Peszek, że potrafią śpiewać leciutko, delikatnie (Moje Miasto, Nie mam czasu na seks), potrafią być ostre (Pieprzę cię miasto, Sorry Polsko) są różnorodne tak jak ich muzyka (raz klubowe, raz melancholijne), dzięki czemu są tak fascynujące.
Mój najlepszy album to trzeci "Jezus Maria Peszek", kończy cały tryptyk i dla mnie jest najbardziej ciekawy. Kiedyś przeczytałam o tym albumie recenzję, gdzie autor stwierdził, że na tej płycie odchodzi od takiej deklamacji, dykcji i mamrotania aktorskiego. Więcej wokalistki niż aktorki w wokalu i muzyce. Zgadzam się.
Gdzieniegdzie mi nawet przypomina Arctic Monkeys (Nie ogarniam), doszukuję się nawet Bjork (Ludzie Psy).
Najlepsze utwory to z całą pewnością: Ludzie Psy, Nie ogarniam, Wyścigówka, ze starszych Rosół i Muchomory.
Artystka przez duże AAAAA, miłego wieczoru!
czwartek, 8 stycznia 2015
Ukochana alternatywa I - Bjork
Zestawienie pt. "Ukochana alternatywa" - gdybym miała wybrać artystów z tego gatunku, którzy mi totalnie przewrócili w głowie, to wśród nich byłaby z pewnością Bjork. Kolejność wybrana losowo, cała siódemka, którą wkrótce zaprezentuję mogłaby stać na czele zestawienia.
Wiem, że o Bjork już pisałam, ale skoro prezentuję zestawienie alternatywne i najbardziej mi bliskie to nie może jej zabraknąć.
Islandia skąd pochodzi - skojarzenia wulkany, gejzery, zimno, Sigur Ros i właśnie BJORK.
Bjork - islandzka wokalistka, z którą znam się od bardzo, bardzo dawna (nie osobiście, niestety).
Uwaga!, krótki wspomnień czar - liceum, druga klasa, dostałam od koleżanki kasetę nieznanej wokalistki, czarnowłosej, chudziutkiej, o twarzy dziecka z lekko skośnymi oczami - to był album "Debut" niejakiej Bjork.
Uczucie sympatii i platonicznej miłości muzycznej wybuchło żarliwie już od pierwszych taktów Human Behaviour, poprzez ukochane Venus as a boy, po Big Time Sensuality na Violently Happy kończąc.
I wpadłam jak śliwka w kompot, zadurzona po uszy w jej muzyce i chcąca tylko więcej i więcej.
Troszkę później.
Wracałam z liceum, z dużego miasta i internatu na weekend do domu, już miałam zakupione kolejne kasety, oprócz Debut kolejne: Post i Homogenic, co jedna to lepsza. Wtedy to zrodził się w mojej głowie szalony pomysł i postanowiłam przedstawić Bjork bliżej moim przyjaciołom.
Maltretowałam ich uszy jej muzyką, a oni patrzyli na mnie wielkimi oczyma i kwitowali: "ale o co chodzi w tej muzyce", albo: "yyyy, nie bardzo mi się podoba".
Nie odpuszczałam, skoro ja ją rozumiem i uwielbiam, inni tez muszą, przecież to Bjork, część mojego muzycznego świata.
Zakupiona kolejna kaseta "Selmasongs" i znowu testuję przyjaciół (m.in.: I've seen it all - sorry Kama i Alicja) i znowu mierny efekt.
Zrezygnowana, zaprzestałam kolejnych prób przedstawiania Bjork bliżej moim znajomym - po prosty ich porzuciłam, sama pozostając wierną fanką Bjork.
To był żarcik, oczywiście przyjaciół nie rzuciłam, hahaha, pozostają nimi do dzisiejszych dni.
Choć czasami przechodzi mi jeszcze przez myśl: ale moi drodzy - dlaczegooooo??????
Wracając do samej Brzozy - przedstawicielka gatunków szeroko rozumianej alternatywy: pop alternatywny, rock alternatywny, indie rock, trip hop.
Indywidualistka w każdym calu, artystka przekraczająca granice muzyczne i wyznaczająca nowe drogi w muzyce, z jednej strony potrafi być melancholijna a z drugiej klubowa, potrafi tworzyć utwory proste lub bogate instrumentalnie.
Wszechstronna i niezwykle utalentowana w swojej kreatywności aranżacyjnej, kto widział chociażby odcinek MTV unplugged z Bjork, ten wie o czym piszę, gdzie piosenki z albumu Debut przeistoczyła w bardzo żwawe numery, do których tańczyła w żółtej sukience, lub były grane na szklanych kieliszkach wypełnionych wodą. Cudo!
Potrafi tworzyć piosenki z zasłyszanych dźwięków, np.: uderzanie kół pociągu o tory podczas jazdy, jako motyw przewodni, który po chwili bardzo płynnie przechodzi w piosenkę i melodię (I've seen it all czy Enjoy) lub tylko przy akompaniamencie chóru (Medulla).
Barwa głosu bardzo rozpoznawalna, pięknie trzyma dźwięki, nie ma wibratto w głosie, za to mocny dźwięk z przepony, który potrafi przebić jak strzała.
Potrafi ze śpiewu przejść do krzyku (It's oh so quiet). Czysty wokal, gdy śpiewa wysoko lub pokrzykuje. Fascynująca!
Gdy dowiedziałam się, że zagrała w filmie muzycznym, musicalu, oczywiście od razu pobiegłam do kina, nie dla Larsa von Trier'a, nie dla Catherine Deneuve, ale dla Bjork. Oczywiście wcześniej nie sprawdziłam co to właściwie za film, o czym i jakim reżyserem jest von Trier (nie znałam wtedy jego twórczości - teraz juz wiem, że robi filmy za ciężkie dla mnie - wrażliwego widza, który później za bardzo przeżywa to co widział).
Obejrzałam "Tańcząc w ciemnościach" (pierwszy (i ostatni) raz do kina poszłam sama, nikt nie chciał iść ze mną, po tym jak powiedziałam, że muzykę do filmu robiła Bjork, ciekawe czemu???) i po wyjsciu z kina załapałam takiego doła, nie miałam z kim porozmawiać o emocjach po filmie (wtedy nie było jeszcze komórek dla każdego), szłam do domu patrząc tępo w chodnik, ciężki film na maksa, kto oglądał ten film, wie o czym piszę, kto nie oglądał polecam, ale najpierw przeczytajcie co nie co o Larsie. Gra samej Bjork, przejmująca i bardzo dobra - złotą palmę w Cannes otrzymała zasłużenie.
Bjork również komponowała i tworzyła muzykę dla innych artystów, m.in dla Madonny (Bedtime story), Tricky itp.
Playlista dzisiaj długa, moje ulubione utwory, choć nie wszystkie, nie mogłam wszystkich zapisać, bo mój komputer mógłby tego nie obrobić lub nie są udostępnione w naszym kraju.
UWAGA, w tym roku nowa płyta Vulnicura - pozycja obowiązkowa.
Miłego słuchania i poszukiwania - wytrawni słuchacze :-)
wtorek, 18 listopada 2014
Amerykańskie uderzenie - Hole
Kolejne, moje, mocne odkrycie - Hole i Courtney Love.
Ciężkie, konkretne granie, zwłaszcza piosenki w mojej playliście z płyty Pretty on the inside.
Kiedyś mocno znienawidzona przeze mnie, bo przecież zaplanowała i zorganizowała zabójstwo Kurta Cobaina (mojego idola przez duże "I") oraz była jego żoną a to już duży minus dla psychofanki Nirvany i Kurta.
Na materiał i numery zespołu Hole trafiłam już po samobójstwie Kurta, jak przeczytałam w jakiejś muzycznej gazecie, że podobał mu się materiał przygotowany przez Courtney i jej zespół na drugą ich płytę pt. Live Through This.
Potem w MTV usłyszałam numer "Violet" i obejrzałam Hole Unplugged (kolejny dobry koncert, również polecam, Courtney kreci się na stołku jakby miała owsiki i chciała przelecieć gitarę, ale muzycznie jest naprawdę dobry). Stwierdziłam wtedy ok!, kupuję tę płytę. Zlatałam miasta, wioski i wyobraźcie sobie, że nigdzie jej nie dostałam, ale za to trafiłam na zajebistą "Pretty on the inside", czyli pierwsze wydawnictwo spod znaku Hole.
Ciężkie, trochę psychodeliczne granie, nierównie piękne, wokal drapieżny, wrzaski, krzyki, mocna i ostra gitara oraz waląca po uszach perkusja, polecam Teenage Whore, Mrs Jones czy Sassy (mój ukochany). Płyta wg fanów KULTOWA, choć sama Courtney po latach stwierdziła, że ten album nie nadaje się do słuchania.
Ten zespół w ogóle gra w taki sposób, że się ma wrażenie, że z nimi jesteśmy w garażu, wokal Courtney brudny, niewyczyszczony, trochę trzeszczący, zwłaszcza pierwsze wydawnictwa.
Albumy Celebrity Skin czy Nobody's daughter też są niezłe, jest na nich wiele dobrych numerów, ale mi brakuje tego garażowego klimatu. Słychać za to piękne czyste chórki (Malibu, Petals), smyczki (Northern Star - prawie jak w Smashing Pumpkins) komputerowe podciągnięcie i "ugrzecznienie" głosu Courtney oraz wyczyszczenie zabrudzeń w wokalu, wg mnie szkoda - trochę zajeżdża komercyjnym podejściem, ale co tam też ich słuchałam.
Courtney to także dobra aktorka, doceniona przez krytyków, polecam "Skandalista Larry Flynt" czy "Człowiek z księżyca". Coutney to także pierwsza wokalistka Faith no More czy wieloletnia dziewczyna Billego Corgana ze Smashing Pumpkins, świat rockowy nawet w takiej wielkiej Ameryce jest mały.
Post powinien być raczej nazywany Skandalistka Courtney Love. Nigdy nie boi się krytyki, mówi co chce a wszystko co jej przeszkadza ma w du..ie. Idzie swoją drogą, nie jest grzeczna, lubi szokować, nie obce jej prochy, libacje, imprezy itp. Prawdziwa charyzmatyczna frontmenka i liderka Hole.
No i najważniejsze, przestałam wierzyć w to, że zabiła Kurta.
Francess Bean Cobain - córka podobna do i do ojca i do matki, wyrosła na piękne połączenie dwóch ikon grunge-u.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
